niedziela, 23 października 2011
Teraz
Jestem elfem. Żyję w nie-rzeczywistości.
Niech ktoś spróbuje mnie stąd zabrać.
Zamorduje.
niedziela, 09 października 2011
Wiele się dzieje, niewiele się zmienia
Zabijajcie mnie wszyscy. Kawałek po kawałeczku...
Taplanie się we własnym towarzyskim sosie. To, co spotyka mnie ostatnio notorycznie. A później same problemy, wyrzuty sumienia- nie moje, kwaśne sytuacje. Po chuja pana tak sobie komplikować życie, skoro mogłoby być tak prosto. Idziesz sobie dróżką i jest wporzo. Dlatego wolę umarłych, nie ma z nimi tylu problemów, nie ma emocji, uczuć, poczucia bezradności.
Rzeczywistość rozczarowuje.
Zabijajcie mnie wszyscy. Kawałek po kawałeczku...
środa, 10 sierpnia 2011
Może nie
W pisaniu słaba jestem, aktualnie wypruta z emocji, spaczona i obarczona traumą organizacji festiwalu. Nie mam siły żeby to opisywac, ale nie będę już tym samym człowiekiem. Na bank. Dużo wyniosłam, dużo się nauczyłam. Generalnie plus, chociaż bywało słabo. Kryzys, jako idealne określenie stanu, w jakim może znajdowac się pracujący człowiek bez snu. Dostałam masę dobrych ludzi i to cieszy mnie najbardziej. Pierwsza faza odwiedzin w weekend. Będzie miło.
Ledwo żywa, ale zadowolona : )
All day, all night
wtorek, 14 czerwca 2011
Małomówność z reguły. Słowotok czasem. Burza w głowie- cały czas. Tkwię w jakiejś chorej rozgrywce pomiędzy świadomością a podświadomością. Nie wiem co która chce mi powiedzieć.
Wmanewrowują mnie w różne społeczne sytuacje. Nie chcę. Jest mi dobrze z moją głową w tym momencie. Izi. Izi gołing.
Leave my head alone!
piątek, 05 listopada 2010
Again
Kolejny początek. Początki są okej. Na początku zawsze masz czyste konto i wszystko wydaje się być do zrobienia. Początek daje mnóstwo energii i poczucie, że tym razem to będzie 'ten' początek. Dobry początek. Poczucie, przeczucie, wyczucie. Żeby 'ten' był ostatnim. Bo zbyt wiele początków nie wpływa pozytywnie na funkcjonowanie. Wiem.
Muzyczny chill, psychiczna spina. Gdzieś musi tkwić złoty środek.
Ludzie rozmawiają, śmieją się, przeglądają w lustrze. A ja? Ja upijam łyk piwa.
Możesz.
wtorek, 07 września 2010
2.
Dzień drugi. Wyszłam z hostelu o 11. Do 16:30 poznałam 6 osób. Tzn. 4 poznałam, a dwie już trochę znałam, chociaż nie do końca. Spotkałam moich niedzielnych zazwyczaj klientów z B. Zaznajomiliśmy się bliżej. No i miałam okazje poznać 4 miesięcznego Tymona. Jak to z 4 miesięcznym niemowlakiem- nie pogada. Życie.
Wcześniej poznałam dwie laski z Białegostoku, a później Maćka i Bartka. Pardon, Bartosza. Tłumaczył mi różnice między Bartłomiejem a Bartoszem, ale nie pamiętam o co mu chodziło. Dostałam zaproszenie na występ w Teatrze w Oknie. Zawitam w czwartek z pewnością.
A w pt Mad Professor w Łodzi.... Chcę, a nie wiem czy będę mogła
Zara idę na spacer nad morze, bo zmieniłam miejscówke z hostelu na przyjemne mieszkanie Grzegorza, skąd do molo jest jakieś 15-20 min spacerkiem.
Uroczo : )
Cdn.
poniedziałek, 06 września 2010
1.
Dotarcie na Pomorze zajęło mi 13 godzin. 13 godzin z szóstką nasto-jeszcze-latków. Poczułam sie staro. Bardzo staro. Zamieszkałam, +/- wybadałam. Zobaczym. Generalnie słońce Gdańska i spokój wprawie mnie w coraz lepszy nastrój. Niech żyje pojęcie urlopu w jakimkolwiek/ każdym wymiarze. Szybki prysznic i podróż sentymentalna. Później sprawdzę jak ma się życie w Gdańsku nocą, a tymczasem prysznic/obiad/ takie tam.
Nie było czego.
wtorek, 31 sierpnia 2010
Bu
Trzydziesty pierwszy sierpnia.
Rozważania na temat wypadu na snołbord.
Jesień, Panie tego.
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Seans, sens, sensi
Jaki sens ma pisanie czegokolwiek? Ano ma. Uwalnia. Od jakiegoś czasu jestem niewolnikiem głowy, która z całą pewnością należy do mnie a tak jakby nie jest na swoim miejscu. Pewnie dlatego zniewoliłam się doszczętnie i w taki oto sposób funkcjonuje uparcie szukając jakiegokolwiek konstruktywnego impulsu w sobie i nichuja.Najprawdopodobniej mam zamontowany w szyi drążek, na którym obraca się moja głowa i nie jest w stanie się zatrzymać żadnym sposobem. Stąd to wszystko. Czy ktoś mógłby wyciągnąć drążek z mojej szyi? Poprosze.
Ale jest plan.
Wakacje, 10 dni odpoczynku od życia doczesnego, później studiów ogarnianie, weselicho i wzmożony wysiłek psycho-fizyczny przez najbliższe 10 miesięcy. Życie. Od dawna planowany kolejny start. żeby życie miało smaczek.
Tymczasem zamknęłam się w sferze snu i snu na jawie, dużo sobie wyobrażam. Gdyby nie moja niczym nie ograniczona wyobraźnia mogłabym już dawno dać sobie spokój. Ze wszystkim/ z czymkolwiek.
People are strange.
poniedziałek, 17 maja 2010
Narrator czy narratorka, co za różnica
Zalewa nas panie tego. Chyba jakiś nieurodzajny ten rok niebywale. Sroga zima, utrata prezydenta i cała otoczka tej gównianej katastrofy ze wszystkimi teoriami spisku włącznie a teraz nas zalewa. Wisła wylewa, Ropa wylała i chuj nie wie co jeszcze. Powódź panie tego.
Generalnie mam to gdzieś głęboko, chociaż wkurwia mnie maj, który majem nie jest albo nie wygląda żeby był. Obchodzą mnie pluszowe kasztany, sympatyczne krzaczki i bladoróżowe niebo, które mam okazję od czasu do czasu oglądać o 5 nad ranem. Bo tak.
Rzadko zdarza się tak, żebym pozwalała sobie na rzeczy różne ot tak, bez wyrzutów jakiegokolwiek sumienia, tudzież tego, co po nim zostało, ale wygląda na to, że zostało mi jakieś 3,5 miesiąca najdłuższych wakacji życia z małymi przerwami na nieciekawą edukację, co nasuwa li i jedynie wniosek taki, że ostatnia szansa żeby pofolgować sobie okrutnie można było. A później zacznę coś robić. Tak. Nie mów, że musisz to robić, po prostu to zrób.
Po raz kolejny słów tok- minuta osiem.
Bo wiesz, słońce z deszczem wywołuje tęcze.
|
|